– Każden jeden chciałby rządzić, ale robić to ni ma komu – tak mógłby powiedzieć Ferdynand Kiepski, chcąc skomentować sytuację Kościoła, w której ten znalazłby się, gdyby zabrakło papieża. Zaistniałoby wówczas tzw. sede vacante, czyli z łaciny nieobsadzona stolica. Problem w tym, że mamy tu do czynienia z dwoma różnymi przypadkami gramatycznymi, a wręcz dwiema różnymi częściami mowy i zdania.
Po polsku „nieobsadzona stolica” to epitet (a tutaj chodzi nam konkretnie o rzeczownik), natomiast gdybyśmy chcieli powiedzieć, np. że Piotr pojechał do Rzymu w okresie braku papieża, powiedzielibyśmy, że zrobił to „przy nieobsadzonej stolicy”, a więc byłby to dość rozbudowany okolicznik czasu. Łaciński mianownik tego określenia to sedes vacans, natomiast sede vacante to ablativus absolutus, czyli ablatyw niezależny, a mówiąc prościej – zamiennik okolicznika czasu. Chcąc użyć w polskim zdaniu łacińskiego wtrętu, powiemy więc, że „Piotr pojechał do Rzymu sede vacante” albo „Piotr pojechał do Rzymu w okresie sede vacante”. Druga z tych propozycji także jest uważana za poprawną, ponieważ weszła do uzusu, ale puryści językowi dopatrzą się tutaj pleonazmu. Określenie „w okresie” jest już bowiem gotowe, zawarte w samej łacińskiej konstrukcji, więc nie trzeba dodawać go osobno.
Powyższe rozważania pokazują, w jaki sposób języki mogą przenikać się nawzajem i jak niepoprawne wyrażenia mogą zostać uznane za prawidłowe przez to, że są często używane. Dobry tłumacz musi dostrzegać zmiany w języku i tworzyć przekłady tak, aby z jednej strony były poprawne językowo i znaczeniowo, a z drugiej dostosowane do odbiorcy.
W naszym biurze Art of Translation czekają na Was naprawdę dobrzy tłumacze. Sprawdźcie to sami, pisząc na adres biuro@artoftranslation.pl lub dzwoniąc pod numer +48 517 416 172 albo 602 241 438.
Dodaj komentarz